czwartek, 22 sierpnia 2013

Eight

Warkot silnika samochodu rozniósł się echem wśród pustych ulic Nowego Jorku. Po chwili znów zapadła głucha cisza. Spokojna a zarazem przerażająca. Kryjąca pod swoją płachtą miliony bezdomnych, tysiące śmierci, setki zbrodniarzy.
Wydarzenia sprzed kilku godzin przewijały się przez moją podświadomość. Oparłam się głową o balustradę schodów pożarowych, próbując schłodzić swoje rozgrzane czoło. Przymknęłam powieki i odetchnęłam głęboko. Siedziałam tam dość długo, dlatego powoli podciągnęłam nogi i podniosłam się. Jeszcze raz wzrokiem przejechałam po pustych ulicach i westchnęłam. Życie było dla mnie zbyt skomplikowane.
- Możemy porozmawiać? – usłyszałam ciepły głos Justina za swoimi plecami. Zdusiłam w sobie chęć odwarknięcia, żeby zostawił mnie w spokoju.  Odwróciłam się w jego stronę i wstrzymałam oddech.  Jego potargane włosy unosiły się ku górze. Na twarzy widniał smutny uśmiech a oczy wyrażały przerażenie i przygnębienie. Szara koszulka, której rękawy podciągnął do łokci, była mokra od kropel spadających z włosów. Wyciągnął dłoń przed siebie a ja rozszerzyłam oczy.
W dłoni czułam wyraźne mrowienie. Całe moje ciało pchało się w jego ramiona, każda komórka pragnęła go całą sobą. Nie mogłam się ruszyć, zaskoczona tą nagłą falą uczuć. To niemożliwe. Ty nie masz uczuć. Otworzyłam usta, chcąc cokolwiek powiedzieć. I wtedy moje oczy spotkały się z jego wzrokiem. Gorąca czekolada wpatrywała się we mnie z upragnieniem a ja nie byłam w stanie nawet mrugnąć. Czułam się jak w transie, kiedy przysunął się bliżej i delikatnie musnął palcami moją dłoń. Gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc i momentalnie cofnęłam o krok. Moje plecy zderzyły się z metalową barierką, co spowodowało głuche echo rozbrzmiewające wśród ulicy, której mieszkańcy już dawno pogrążyli się w błogim śnie. Opuściłam wzrok przyglądając się moim dłoniom. Cisza panująca między naszą dwójką była przerażająca. Napięcie i przyciąganie było wręcz namacalne. Mrowienie przechodziło przez całe moje ciało, kiedy był tak blisko. Za blisko!
- Ally, ja… - zaczął a ja rozglądnęłam się na boki, byle tylko nie spojrzeć mu w oczy. Kiedy mój wzrok spoczął na najbliższym skrzyżowaniu, zauważyłam niewielki ruch wśród umieszczonych w pobliżu śmietników.
- Ciii – szepnęłam przykładając dłoń do ust Justina. Jego brązowe oczy wgapiały się we mnie ze zdziwieniem, kiedy pociągnęłam go w dół i przykucnęłam przyglądając się jednak nie pustej ulicy. Powoli spomiędzy dwóch dużych kontenerów wyłoniło się dwóch rosłych mężczyzn. Powoli zbliżali się w stronę schodów, na których właśnie siedzieliśmy.
- O co chodzi? – zapytał szeptem Bieber. Uciszyłam go ruchem ręki i zmrużyłam oczy chcąc dostrzec choć rysy twarzy przybyszy. Delikatnie wychyliłam się do przodu a stojąca przede mną donica niebezpiecznie zachwiała się na krawędzi schodów. W ostatnim momencie złapałam ją, ratując nas przed zdemaskowaniem. I właśnie wtedy stary Ford przejechał drogą, światłami oświetlając twarze nieznajomych. Drew i Nick!
- Musimy uciekać – szepnęłam gwałtownie wstając. Justin podniósł się nogą zahaczając o balustradę. Szarpnął stopą, chcąc się uwolnić i potrącił wcześniej uratowaną przeze mnie donicę. Zacisnęłam mocno powieki czekając na huk rozbijanego szkła. 1…2…3… Gwałtownie otworzyłam oczy, kiedy głośne echo rozniosło się wokół nas z ogromną częstotliwością. Spuściłam wzrok w dół i moje oczy spoczęły na dwójce przybyszy. Przyglądali nam się z szyderczymi uśmiechami goszczącymi na ich obleśnych twarzach. Wzdrygnęłam się mimowolnie. Dlaczego zawsze mam do czynienia z takimi oblechami?
- Uciekamy – wepchnęłam Justina do środka i zatrzasnęłam okno.
- Kto to jest? – zapytał zdezorientowany chłopak.
- Nie mamy czasu. Bierz Jazzy, inaczej nas złapią.
- I co?
- I zginiemy – warknęłam i przebiegłam przez korytarz wprost do pokoju Jaxona. Siedział przed biurkiem zawzięcie wystukując coś na klawiaturze swojego komputera. Słysząc trzask drzwiami lekko się wzdrygnął, jednak nawet nie przekręcił głowy w moją stronę.
- Wychodź, musimy uciekać – powiedziałam starając się utrzymać spokojny ton. Oni tu zaraz będą!
- Ale o co chodzi? – odwrócił się w moją stronę na krześle obrotowym i wstał.
- Czy wy zawsze musicie wszystko wiedzieć? – syknęłam i łapiąc go za rękę wyszłam z pokoju. Szybkim krokiem przemierzyłam odległość dzielącą mnie od drzwi wejściowych.
- Justin! – krzyknęłam czując, że są blisko. Oby tylko nie weszli głównym wejściem.
- Jestem – powiedział trzymając na rękach przestraszoną dziewczynkę. W jego oczach błyszczało przerażenie i dezorientacja. A to był dopiero początek.
Podbiegłam do komody stojącej w przedpokoju i otworzyłam 3 szufladę od góry. Przekopałam stertę ubrań, które tam znalazłam, aż wreszcie zauważyłam delikatny błysk wypolerowanego metalu. Wyciągnęłam przedmiot ze środka i wsunęłam za pasek spodni tak, by inni nie zauważyli. Na wszelki wypadek.
- Można stąd wyjść jakoś inaczej? – zapytałam wychodząc z mieszkania.
- To znaczy? – zapytał Justin nie bardzo rozumiejąc, o co mi chodzi.
- Piętro wyżej jest wyjście na dach – wydusił Jaxon, wcinając się do rozmowy.
- Chodźcie – kiwnęłam głową i zaczęłam wybiegać po schodach co chwilę zerkając, czy reszta nie oddaliła się zbytnio. Stanęłam na ostatnim piętrze kamienicy i rozglądnęłam się w poszukiwaniu rzekomego wyjścia.
- Gdzie ono jest? – warknęłam odwracając się w stronę Jaxona. – Nie mamy czasu!
-  Tutaj – pokazał dłonią na schowaną za górą starych rzeczy drabinę, która prowadziła do klapy zamieszczonej w suficie. Do moich uszu doszedł odgłos rozbijanego okna. Weszli do mieszkania!
- Szybciej! – powiedziałam otwierając klapę. – Jaxon, ty pierwszy.
Chłopak najszybciej jak potrafi wybiegł na góre i wyciągnął ręce w celu odebrania od Justina Jazzy. Kiedy cała trójka znalazła się już na dachu podążyłam ich śladem i zatrzasnęłam klapę. Mój wzrok zaczął skanować zawartość otaczającego mnie miejsca w poszukiwaniu czegoś, czym mogłabym choć na chwilę zablokować wyjście. Wreszcie zauważyłam poukładaną stertę cegieł w całkiem dobrym stanie.
- Justin, pomóż mi! – zwróciłam się do bruneta, który próbował dodać otuchy przerażonej siostrzyczce.
- Jaxon, weź Jazzy i uciekajcie – polecił im brązowooki, mówiąc szybko i z lekko drżącym głosem. Bał się. Bał się jak cholera. Ale nie o siebie. O swoje rodzeństwo.
- A co z wami? – zapytał Jaxon patrząc to na mnie, to na brata.
- Wszystko będzie dobrze – zapewniłam go i skinęłam głową. Zatrzymał na mnie swój wzrok na kilka sekund dłużej, niż miał to w zwyczaju. Jego oczy błyszczały zdziwieniem, roztargnieniem, ale przede wszystkim strachem. Na moment stały się zamglone a potem zauważyłam jeszcze jedno uczucie, które zrodziło się w nim po podjęciu w duchu jakiejś bardzo ważnej decyzji. Odpowiedzialność. Szybkim ruchem złapał siostrę w kolanach i mocno przyciskając ją do klatki piersiowej, zaczął biec przeskakując z jednego dachu na drugi.
- Musimy zasłonić wejście tymi cegłami – powiedziałam i złapałam kilka bryłek, by potem ułożyć je na klapie. Czynność powtórzyłam trzykrotnie, z ogromną pomocą Justina. Kilka sekund później mknęliśmy wśród mroku i zimna nocy, próbując dogonić rodzeństwo Biebera. Powietrze, które uderzało mnie z wielką siłą podczas biegu, świszczało mi w uszach i kłuło w oczy. Musiałam zmrużyć powieki, by zauważyć w rogu ostatniego budynku przy tej ulicy metalowe schody pożarowe, dokładnie takie, jak przy kamienicy Jusa. Szybkim ruchem wysunęłam telefon z tylnej kieszeni spodni i wykręciłam numer Ethana. Kiedy w słuchawce odezwał się długi i spokojny odgłos wybierania połączenia, usłyszałam ogromny huk, a potem groźby i wyzwiska wyrzucane w naszą stronę. Przechyliłam głowę w lewo, by zauważyć, że Drew i Nick właśnie weszli na dach. Ciarki przeszły przez całe moje ciało, kiedy w telefonie rozbrzmiał głos przyjaciela.
- Co się dzieje? – chrypka, słyszana przeze mnie potwierdziła przekonanie, że go obudziłam.
- Musisz tu przyjechać. Mają nas – wysyczałam i rozłączyłam się, zanim zdążył zadać jakiekolwiek pytanie.
- Jaxon, tutaj! – krzyknęłam pokazując chłopakowi schody, które wcześniej zauważyłam. Kiedy do nich dobiegliśmy, rozległy się strzały a ich echo rozniosło się wokół nas. Odwróciłam się na pięcie a zza paska wyciągnęłam broń.
- Skąd ty…? – zaczął Justin wskazując na przedmiot w mojej dłoni.
- Na dół, już! – warknęłam i popchnęłam go w stronę zejścia.  Bieber bez słowa ruszył śladem swojego rodzeństwa, które było już w połowie drogi na dół. Westchnęłam głośno i naciągnęłam broń. Jeden ostrzegawczy strzał wystarczy. Nacisnęłam spust i kolejny przeraźliwie głośny dźwięk odbił się od murów wzniesionych tutaj budynków.
- Wracaj tutaj, Beardley! – krzyknął Nick, kiedy zbiegałam po schodach, chcąc jak najszybciej stamtąd uciec. Mój przyspieszony oddech tworzył przede mną niewielką warstwę pary wodnej, która uderzała w moją twarz i skrapiała się na policzkach. Niech to już się skończy!
- Jesteś – westchnął Justin kiedy znalazłam się na dole.
- Dalej nie jesteśmy bezpieczni. Biegnijcie, postaram się ich zatrzymać. Ethan już tam czeka – wyciągnęłam dłoń przed siebie, pokazując na czarne BMW stojące przy skrzyżowaniu. Justin spojrzał na mnie nieufnie, jakby bał się o to, czy na pewno dam sobie radę. Spojrzałam na niego zdumiona chcąc dać mu do zrozumienia, że nic mi nie będzie. W kącikach jego ust zamajaczył delikatny uśmiech, a potem mrugając do mnie odwrócił się na pięcie i ściskając dłoń Jaxona ruszył w stronę auta. Przyglądałam się, jak podbiegają do wybranego celu i otwierają drzwi do środka. Najpierw weszła Jazzy, potem Jaxon a Jus zatrzymał się na chwilę i posłał mi pełne zaufania spojrzenie. Po chwili jego ciepły wzrok zmienił się. Uniosłam brwi do góry, kiedy podniósł palec i pokazał na coś, co znajdowało się za mną. Niestety, nie było dane mi tam spojrzeć.


Kilka sekund później leżałam nieprzytomna we wnętrzu nieznanego mi samochodu. 


~*~ 


HEEEJ! Witam was bo meeega długiej przerwie! Chciałabym was bardzo przeprosić za to, że tyle czasu nie było żadnego rozdziału. Jeżeli kiedykolwiek pisaliście opowiadanie na pewno wiecie co to blokada twórcza. Przez 3 miesiące nie miałam żadnego pomysłu na ten rozdział. Sooo... co myślicie? Zaczyna się robić ciekawie. :) 

Btw. Przeglądałam sobie ostatnio tweety z hashtagami #TypowyFanfiction . Według mnie ten fanfiction nie należy do 'typowych' . Zgadzacie się? 

Kolejny rozdział postaram się dodać w przyszłym tygodniu. ;)

Bardzo was proszę o komentarze. To motywuje! 


Do następnego, 

FleeingDolphin

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

9 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak sie ucieszylam widzac nowy rozdzial :) I zdecydowanie twoje opowiadanie nie jest jak ten typowy ff. Teraz bedzie niezla akcja i juz nie moge doczekac sie kolejnych rozdzialow. Duzo weny zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jewwiodmnsmp zajebiste jest to opowiadanie! życzę weny! do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny *o* Już się nie mogę doczekać następnego. Cieszę się,że po tak długiej przerwie wróciłaś do pisania. Mam nadzieję,że zmotywowałam cię trochę wiadomościami na tt ;] Całe opowiadanie jest po prostu asdfghjkl i nie przypomina typowego ff <3

    OdpowiedzUsuń
  4. CZekałam i czekać będę.. od początku w ciebie wierzyłam.. i nie opuściłam..
    @yepibelieve

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy bedzie rozdział?? mam nadzieje, ze skonczysz to pisac do konca. A jeśli poprostu masz blokade napisz informacje o tym. Poprostu chciałabym nadal to czytac. Jest genialne!

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest świetne :)
    kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń
  7. prosze, dodaj następny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twojego bloga !!! Na pewno nie jest typowy :) Błagam dodaj następny rozdział. Nie mogę się doczekać co będzie dalej !!!
    Weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń